HOT-INFO

11-400 Kętrzyn,
Polska

Redakcja
Fot. Wiesław Zygmunt

Giżycka Twierdza Boyen, a w niej historyczne grupy rekonstrukcyjne w akcji. Sierpień 1914 roku, walki I wojny światowej, ważne historycznie wydarzenia tych ziem. Zabytkowy obiekt okazał się doskonałym plenerowym miejscem, wręcz wymarzoną scenerią do tej wakacyjnej lekcji historii. Członkowie grup rekonstrukcyjnych pokazali fragment przeszłości i starali się przy tym jak najwierniej odtworzyć wojenną rzeczywistość. Rekonstrukcja w Twierdzy Boyen była kulminacyjnym momentem dwudniowego święta zabytkowej budowli, a święto było z kolei rajem dla miłośników historii i militariów.

Redakcja
Fot. Wiesław Zygmunt

Podniebne samolotowe akrobacje nad taflą wody – czyli Mazury AirShow 2011 nad jeziorem Niegocin. Dwa dni lotniczych pokazów sprawiły, że giżycka plaża i giżyckie molo przeżywały prawdziwe oblężenie. To było logistyczne przedsięwzięcie na miarę XXI wieku, podkętrzyńskie lotnisko w Wilamowie jako główna baza, miejsce, w którym piloci szykowali swoje latające maszyny do startów, a giżyckie niebo jako główna scena, na której przeróżne statki powietrzne mogły zabłysnąć. Królowali mistrzowie akrobacyjnych powietrznych figur. Kunszt zespołowego latania to pokazy czeskich akrobatów na czeskich maszynach czyli grupy akrobacyjnej Flying Bulls latającej na Zlinach. Trzech wspaniałych mężczyzn i ta czwarta, szefowa zespołu – Radka Machowa. Ich władanie przestworzami nie potrzebuje komentarza. Podczas Mazury AirShow w samym środku Krainy Wielkich Jezior rządził nowy duet żeglarstwo i lotnictwo, bo jak się okazało jedno z drugim ma wiele wspólnego. Te dwie ludzkie pasje mogą się uzupełniać, a latające maszyny często są też pływające. Śmigłowiec na pływakach czy też hydromotolotnia, możliwość podziwiana Mazur i z powietrza i z wody. A podczas tegorocznego Mazury AirShow najbardziej zachwycał historyczny samolot amfibia Sikorsky S-38.

Redakcja
Fot. Wiesław Zygmunt

Zmierzyli się z historią, z odległą o 700 lat rzeczywistością i stworzyli doskonałą sposobność do spojrzenia w zamierzchłą przeszłość- organizatorzy i uczestnicy inscenizacji bitwy pod Wopławkami. Świadkiem krwawych wydarzeń z 1311 roku była Krwawa Góra nieopodal wsi Wopławki. To właśnie tam, jak pisze kronikarz na przedwiośniu, w czasie zapustów, doszło do bitwy, nazywanej „bitwą stulecia”. Rycerze Zakonu Krzyżackiego dowodzeni przez wielkiego komtura Henryka von Plotzke, stoczyli bój z wojami litewskimi dowodzonymi przez księcia litewskiego Witenesa. To znacząca w historii bitwa, pierwsza zwycięska bitwa Zakonu Krzyżackiego z wojskami litewskimi, w której Krzyżacy trzykrotnie przypuszczali szturm na obozowisko Litwinów, aż wreszcie ich rozgromili. Kronikarz Marcin Maurinius pisze: „tam Litwę posiekli, drugie powiesili, a ostatek w jeziorze potopili.” Towarzystwo Miłośników Ziemi Kętrzyńskiej im. Zofii Licharewej odkryło kolejną kartę historii dla wielu obecnych mieszkańców Powiatu Kętrzyńskiego całkiem nieznaną.

Redakcja
Fot. Wiesław Zygmunt

Kawalkada ponad stu motocykli, taki widok naprawdę robi wrażenie i tym razem też robił. A na ryczących maszynach, z zawodu lekarze z zamiłowania motocykliści. W tym roku zlot swojego klubu zaplanowali na Mazurach. Doktorzy ridersi najpierw zagościli w samym sercu krainy jezior, w Giżycku. To miasto zaproponowało im dwie swoje turystyczne atrakcje. Na początek najnowsza giżycka inwestycja- niemal świeżo spod igły-port ekomarina czyli nowoczesność w połączeniu z ekologią. Klub Doctor Riders na drugi przystanek zatrzymał się w giżyckiej Twierdzy Boyen. Goście spędzili tu sporo czasu, postanowili bowiem przyjrzeć się z bliska wszystkim zakątkom tej historycznej wizytówki Giżycka. Lekarzy motocyklistów pochodzących z różnych stron Polski zachwycały mazurskie krajobrazy, mieszkańcy Giżycka zaś nie mogli się oprzeć swoistemu powabowi ich ryczących maszyn. A było na co popatrzeć: historyczne perły, nowoczesne cuda techniki, super szybkie ścigacze obok legendarnych motocykli z duszą. Lekarze ridersi korzystali z każdej chwili zlotu i łączyli przyjemność motocyklowej przejażdżki z satysfakcją poznawania najciekawszych miejsc rodzimego Cudu Natury - Mazur.

Redakcja
Fot. Wiesław Zygmunt

Przebił krawędź dachu w budynku gospodarczym i wylądował na ziemi państwa Lewandowskich w Sołtmanach niedaleko Kruklanek. To meteoryt – spadł na Ziemię prosto z kosmosu, 30 kwietnia 2011 r. o godz. 6.06. Zjawisko niecodzienne i niezwykłe, ostatnio podobne zdarzyło się w Polsce 17 lat temu. Meteoryt z Mazur to prawdopodobnie dość pospolity kamienny chondryt oliwinowo- hiperstenowy klasy L, o niskiej zawartości żelaza, pochodzący z planetoid krążących między Marsem, a Jowiszem. Spadając rozkruszył się, a jego największy fragment ważył około kilograma. Właściciele gospodarstwa w Sołtmanach usłyszeli potężny huk. Widok dziury w dachu bardzo ich zaskoczył, nie mniej niż leżący tuż pod ścianą budynku gospodarczego dziwny osmolony kamień. Meteoryt trafił do Polskiego Towarzystwa Meteorytowego, zajmą się nim naukowcy. Decyzja o wypłacie znaleźnego, które w takim przypadku przysługuje państwu Lewandowskim jeszcze nie zapadła. Placówki naukowe płacą zwykle około złotówkę za gram takiej kosmicznej materii, jednak pomijając ten materialny aspekt sprawy na pewno można to przeżycie zaliczać do bezcennych.

X

Right Click

No right click